Home > Aktualności > Wreszcie w domu.

Wtorek był dniem pełnym emocji i niewiadomych, miał to być ostatni dzień cyklu więc szykowaliśmy się do powrotu. W ostatnich dniach jednak Julcię mocno męczył kaszel i pojawił się też lekki katar, niestety podejrzewaliśmy infekcję, która mogła przeszkodzić w podaniu zaplanowanego 4 cyklu Irynotecanu. Groziło nam też pozostanie w klinice na dłużej, a tego nie chcieliśmy. Julcia była już mocno zmęczona ostatnimi dniami i bardzo marzyła o powrocie do domu i odrobinie wytchnienia we własnym łózku.

Rano w klinice przed decyzją o chemii wykonano Julci badania krwi i Rtg. Na szczęście morfologia była niezła,  a podwyższone ostatnio CRP spadło. Zdjęcie Rtg nie pokazało też żadnych zmian zapalnych, a lekarz określił stan jako stabilny, jedynie płytki krwi spadły do niebezpiecznie niskiego poziomu 28 tyś. Takich słabych płytek już dawno Julka nie miała, dlatego konieczne było podanie płytek. Na szczęście wszystko poszło sprawnie, płytki były dostępne w pobliskim krwiodastwie i szybko je Julcia dostała. Potem Pani Profesor zdecydowała o podaniu cyklu i ostatecznie zgodziła się na nasz powrót do domu. Tak więc po 6 godzinach spędzonych w klinice mogliśmy wreszcie szykować się do powrotu do domu.

Ostatnio wydaje mi się, że nasz samochód jakby zmniejszył swoją obiętość, kiedy wracamy z Wrocławia mamy coraz więcej rzeczy, które coraz częściej z przestrzeni bagażowej zajmują miejsce potencjalnych pasażerów ;), a znoszenie i wnoszenie walizek stało się dla mnie niezłym treningiem siłowym. I tak po kolejnych dwóch godzinach pakowania, byliśmy gotowi do drogi. Julcia po cyklu nabrała jeszcze ochoty na sushi więc przed wyjazdem zajrzeliśmy do smakowitego 77Sushi gdzie Julka zjadła 10 kawałków swoich ulubionych Philadelphia futomaków – zawsze podziwiamy jej apetyt na sushi i cieszymy się, że pomimo dolegliwości apety ma niezły.

Do domu wróciliśmy o 22.30 więc dziś Julcia dochodzi do siebie. Leży w łóżku, odsypia i zbiera siły na święta. Niestety kaszel jest dalej mocno uciążliwy i jak się pojawia to odbiera Julce siły, wywołuje ból i odbiera jej całą ochotę do działania. Próbujemy wszystkiego aby złagodzić jej tą bolesną uciążliwość – ale lekarstwa i tlen nie przynoszą ulgi na długo. Na szczęście kiedy śpi kaszel ustaje – dla Julci sen był zawsze najlepszym lekarstwem.

Mamy nadzieję, że w kolejnych dniach kaszel ustanie , a płytki nie będą spadać poniżej 20 tyś (dziś miała 68 tys), bo w przeciwnym wypadku znowu czeka nas droga do Wrocławia.

Dziś też mija rok od naszej pierwszej wizyty w klinice w Stuttgarcie. To właśnie 17 grudnia 2013 roku spotkaliśmy się z Profesorami w Olgahospital. Ciągle pamiętamy i wspominamy ten dzień pełen niepokoju i nadziei. Dzień w którym powrót Juleczki do pełni zdrowia był już tak bliski. Pamiętamy naszą radość z nadchodzących Świąt, radość z tego że wszystko dobrze się układa, że dzięki pomocy i zaangażowaniu tylu osób możemy sfinansować kosztowną operację.

Teraz też czekamy na Święta i z nadzieją patrzymy w Nowy Rok, może Bóg jeszcze raz otworzy nam okno?

 

6 Komentarzy

Twój adres nie będzie widoczny. Wymagane pola *

*