Home > Aktualności > Jutro wychodzimy ze szpitala.

image

Ostatnie dni mijały bardzo szybko i dynamicznie. Codziennie działo się coś nowego, a tempo wydarzeń sprawiało że nie było czasu na nudę i rozmyślania.

Piątek przyniósł przełom w rehabilitacji. Po czwartkowym bólu i kryzysie nie było śladu i od rana Julka rozpoczęła naukę chodzenia o kulach. Stabilne poruszanie sie o kulach było warunkiem naszego wyjścia ze szpitala. Początkowe trudności szybko Julka pokonała, a codzienne treningi sprawiły, że dziś Julka biega o kulach jak przed operacją. Kolejne wyzwanie to chodzenie po schodach.

Oczywiście najwiekszą trudność ciagle sprawia zoperowana noga. Podczas chodzenia do kostki spływaja duże ilości krwi, a nieużywane mięśnie nie potrafią jeszcze należycie jej odprowadzać i Juleczka czuje jakby miało jej rozsadzić nogę. Wówczas ćwiczenia trzeba przerywać i pozwolić nodze odpocząć. Kolejny problem to nieużywane od misięcy mięśnie, które trzeba szybko wzmocnić aby prawa noga mogła odtwarzać naturalny ruch podczas chodzenia. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile trzeba wysiłku aby wykonać jeden prosty krok, których tysiące wykonujemy codziennie nie zwracając uwagi na mechanikę chodu, układ stopy czy zaangażowane w tą czynność mięśnie. Takie proste, a takie trudne.

Do ćwiczeń z chodzenia dochodzą jeszcze ćwiczenia na maszynie zginającej kolano. Trzy , cztery razy dziennie po kilka minut mechaniczna szyna zgina Julci kolano do max 35 stopni, aby wytrenować nowy staw kolanowy.

Niedziela przyniosła kolejną nwość. Profesor Greulich zdjął całkowicie opatrunek i pokazał “światu” swoje dzieło. Sam jest bardzo zadowolony z tego jak noga wyglada i jak sie goi, my jesteśmy pełni podziwu dla jego kunsztu jednak na dziś widok nogi jest taki, że ze względu na osoby o słabych nerwach nie odważę się na publikację wszystkich zdjęć 😉

Sobota i niedziela upłynęła też na odwiedzinach naszych stuttgarckich aniołów – Magdy z chłopakami Viktorem i Oskarem oraz Ewy. Było bardzo miło, wesoło i oczywiście pysznie 🙂 – dziekujemy za te miłe chwile.

Z kolei dzień dzisiejszy, poniedziałek należał chyba do najbardziej zwariowanych. Od rana coś się działo – rehabilitacja, wizyta prof. Greulicha i przygotowanie do jutrzejszego wyjścia. I kiedy wydawało sie, że wszystko idzie zgodnie z planem przyszli lekarze, którzy chcieli wyjąć z Julki kolana drugi dren. No i problem, bo pomimo wielu prób i wielkiej siły rurka absolutnie nie chciała wyjść z Julki ciała. Pojawiła sie wizja i plan operacyjnego wyciągnięcia drenu. Znowu narkoza, rozcinanie tyle co zrośnietych transplantów. Wizja kolejnej narkozy i operacji oraz perspektywa kolejnych dni w szpitalu była przerażająca. Jedynym ratunkiem był prof. Greulich, wszyscy czekali na jego ostateczne decyzje. No i jak zawsze Pan profesor przyszedł użył swoich magicznych rąk, szarpnął, zgiął kolano i rurka z sykiem puściła i wyszła. Hurra, wiwat profesor, wiwat Julka jednak wychodzimy ze szpitala.

W tym samym czasie pojawił się człowiek przygotowujący ortezy dla Julki, na dzień do chodzenia i na noc do spania. Przyszedł wziął miarę, zabił nas ceną 500 €, poszedł potem wrócił, rozciął opatrunek owinął nogę gipsem czym wywołał w nas przerażenie, a po konsultacji z profesorem znowu zniknął (aby ustalić cenę za wypożyczenie wózka dla Julki), wrócił i powiedział , że cena za ortezy będzie wyższa bo profesor kazał przygotować specjalną cześć do treningu stopy – baliśmy się już zapytać o ile wyższa, bo niestety orteza musi być.

I tak minął ten burzliwy czas hospitalizacji, gdzie łzy przeplatały sie z radością, gdzie ból siał zwątpienie, a kolejne kroki dawały nadzieję, nadzieję na powrót naszej dziewczynki do normalności do wyzdrowienie i sprawności. Dziś kroczki są małe, trochę niepewne ale Julka stawia je dzielnie we właściwym kierunku,  nic nie zatrzyma jej na tej drodze. Wierzymy w to wszyscy, patrzymy na nią z podziwem i wiemy, że da radę.

Gratulujemy Ci córeczko siły i wytrwałości. Kochamy Cię bardzo!

3 Komentarzy

Twój adres nie będzie widoczny. Wymagane pola *

*